LISTY DO MOJEGO PANA TERRORYSTY "12"

 



Kiedy byłam dzieckiem, trudno było mnie upilnować i czymś zainteresować na poważnie. Mój umysł biegał po niezbadanych ścieżkach wyobraźni i radośnie pląsał na łąkach pełnych kolorów i kształtów. Miałam też jak to się zwykło mówić „niewyparzoną gębę”.  Trajkotałam jak najęta. Milion pytań, tysiące zagadek i nieodkrytych przestrzeni czekających na eksplorację. Miałam tez swoje wizje utopijnego dziecięcego świata, pełnego magii i lasu. W moim świecie żyły stworzenia, których ludzkie oko nie znało, a ludzki umysł miał trudności z pojmowaniem. W moim świecie rosły rośliny niczym z innych galaktyk. Mieszkańcy Lasu Tryfidów byli niezdarzalni. Silni, niezwyciężeni, elementarni ale i złożeni. W dzień było słychać trzepot skrzydeł, ale i syk języków. Łuski błyszczały w słońcu, a pióra grzały w chłodne dni. Pazury pozwalały się wdrapywać na wysokie skały i drzewa RedWoods, a sprężystość mięśni dawała możliwość wyprzedzania gepardzich przodków. I było tam mnóstwo małych „dzwoneczków”, które tańczyły co wieczór przy zachodzącym słońcu imitując najdoskonalsze dźwięki natury. Czasem można tam było spotkać Srebrnobrodych w lnianych szatach, którzy na zimnych kamieniach otaczali ciepłym wzrokiem przestrzeń. A wody… jakie to były głębie niezbadane. Gdy patrzyło się przez błękitne szkiełko ukazywały ruch jakiego nie wyśledziłoby się nawet z lotu ptaka. A masywne góry królujące dookoła, niczym Golemy broniące wejścia do Shangri – La. 

I pachniał mój złoty las magią i nauką. Każda chwila miała wartość, każdy oddech smakował jak wata cukrowa. Każdy krok pozwalał doświadczać. 

To były chwile, gdy biała sukienka była aż nadto za odzienie, a woda źródlana omywała najdokładniej ze wszelkich trosk. To był czas, gdy marzenia wyświetlały się na bezchmurnym niebie i można je było złapać i przytulić. To był czas kiedy żyłam…

A dziś jest dniem, gdzie uświadomiłam sobie, że umarłam i nawet nie zauważyłam. Umarłam kilka dni temu i nie wiem jak zmartwychwstać. 

Panie Te, nie umiem… co się stało? Jak to możliwe, że nie zwróciłam na to uwagi? Jak to pominęłam? I dlaczego nie potrafię się zebrać w tym? Mam ochotę wrócić do złotego lasu, zamknąć drzwi od środka i nikogo nie wpuścić. Tylko pływać z ciepłym wiatrem i wchłaniać istotę każdym milimetrem skóry. 


Parafrazując Króla S:

„Jestem zmęczona, Panie Te. Zmęczona wędrówką, samotnie jak jaskółka w deszczu. Zmęczona tym, że nigdy nie miałam przyjaciela, żeby powiedział mi skąd, gdzie i dlaczego idziemy. Głównie zmęczona tym, jacy ludzie są dla siebie. Zmęczona jestem bólem na świecie, który czuję i słyszę... Codziennie... Za dużo tego. To tak, jakbym miała w głowie kawałki szkła. Przez cały czas”.





Autorka: Czynnik NIEludzki

Jestem zwykłą dziewczyną i lubię o sobie myśleć, że pojawiam się znikąd i w międzyczasie. Pochłaniam książki w ilościach niepoliczalnych. Interesuję się kulturą starożytną. Mówię płynnie w kilku językach. W wolnych chwilach piszę wiersze, książki, rysuję portrety techniką Stencil, maluję (ostatnio statki widmo), szyję, szydełkuję, tworzę i przetwarzam ubrania. Prywatnie jestem mamą 15-letniego Jina, z którym uwielbiamy grać w szachy, gry planszowe oraz na gitarze. Gdy jestem zła, sprzątam, a gdy potrzebuję powietrza, biegam i jeżdżę na rowerze.


***obraz Shunzi/Brandon Fletcher from Spotify album Magical Forest Music


Komentarze

Popularne posty